Wierzyć czy nie wierzyć?

Czy każdy dokument w postaci elektronicznej stanowi wiarygodny dowód, np. zawarcia umowy ubezpieczenia online? A może wiarygodność zależy od nadawcy lub treści przesyłki? Czy PDF od ubezpieczyciela ma tę samą moc, co e-mail od klienta?

Banki ostrzegają klientów przed fałszywi mailami i stronami internetowymi. Ubezpieczyciele oferują cyberochronę, w tym pomoc na wypadek kradzieży tożsamości w sieci. Jednak nie wszystkie podmioty uznawane powszechnie za instytucje zaufania publicznego komunikują się z klientami drogą elektroniczną wzorowo pod względem e-wiarygodności. Zwykły e-mail czy plik PDF nie zapewniają pewności obrotu elektronicznego.

Wymogi ustawowe

Podmioty rynku finansowego cyfryzują procesy na potęgę. Ustawodawca już dawno zezwolił im na posługiwanie się dokumentami w postaci elektronicznej, ale jednocześnie nakazał stosowanie podpisu lub pieczęci elektronicznej. Ich użycie jest gwarantem wiarygodności online. Natomiast zaniechania biznesowe w tym zakresie skutkują m.in. postępowaniami dotyczącymi trwałego nośnika. W przyszłości mogą objawić się także sporami sądowymi z konsumentami, których kompetencje cyfrowe pozwolą wypunktować luki systemowe i proceduralne przedsiębiorców. Scenariusz ten jest całkiem realny w dobie rosnącego konsumeryzmu i społeczeństwa informacyjnego.

Warto dodać, że już ładnych parę lat temu Komisja Nadzoru Finansowego zwracała uwagę, że o ile ubezpieczyciel zawierający umowy online generuje numer polisy i wysyła za pomocą poczty elektronicznej stosowne potwierdzenie, lecz nie opatruje go bezpiecznym podpisem elektronicznym (obecnie jest to kwalifikowany podpis elektroniczny w rozumieniu Ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej), to nie wykonuje w sposób prawidłowy obowiązku wynikającego z art. 809 §1 k.c. (Ubezpieczyciel zobowiązany jest potwierdzić zawarcie umowy dokumentem ubezpieczenia).

W podobnym tonie wypowiada się Urząd Komunikacji Elektronicznej. Odpowiadając na moje pytanie dotyczące pewności obrotu elektronicznego, UKE napisał:

nieuwierzytelniona wiadomość poczty elektronicznej może być traktowana, jako niewywołująca skutków prawnych dla jej odbiorcy. Ponadto nie powinno się jej traktować, jako dowód zawarcia jakiejkolwiek umowy art. 2 pkt. 4, art. 4 Ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (tekst jednolity: Dz. U. 2017 poz. 1219) i następne ww. ustawy oraz art. 172 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. prawo telekomunikacyjne (tekst jednolity Dz.U. z 2017 r., poz. 1907 dalej jako: „Pt”).”

Praktyki rynkowe

Co ciekawe, zwracając się do różnych organów administracji, zwykle otrzymywałem odpowiedzi za pomocą nieuwierzytelnionych certyfikatem wiadomości e-mail, do których załączano pisma w postaci plików PDF podpisanych kwalifikowanym podpisem elektronicznym (tak m.in. Ministerstwo Cyfryzacji, Komisja Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski). Autentyczności takiego pliku dodanego do e-maila nie podważy żaden cyfrowy niedowiarek. Zatem można stwierdzić administracja dba o pewność e-obrotu. Natomiast w relacjach B2C (jako konsument) zwykle otrzymuje niepodpisane cyfrowo wiadomości e-mail i pliki PDF. Niekiedy w takich sytuacjach zastanawiam się, czy treść przesyłki nie uległa zmianie podczas transmisji danych. Skąd takie wątpliwości? W stopce mailowej jednego z ubezpieczycieli przeczytałem zastrzeżenie:

„Wszelkie opinie i poglądy, które znajdują się w tej wiadomości, mogą nie być zgodne ze stanowiskiem (…). Nadawca nie odpowiada za błędy lub luki w tej wiadomości, które mogą powstać w wyniku jej przysyłania.”

Takie zastrzeżenie samo w sobie podważa zaufanie odbiorcy e-przesyłki do jej nadawcy – tutaj ubezpieczyciela, którego biznes bazuje w dużym stopniu na wiarygodności.

Marek WYSZKOWSKI

Ekspert ds. e-usług zaufania #eIDAS i zawierania umów online :: Napisz do mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *